Skip to content

„Sztuka bycia Elą”

16 lutego 2010

Od przeczytania książki Johanny Nilsson minęło już trochę jednak mam nadzieję, że uda mi się przypomnieć te najważniejsze dane i moje osobiste wrażenia z lektury. Powieść opublikowano w 2003 roku i to właśnie w czasach współczesny dzieje się akcja „Sztuki bycia Elą”, swoją drogą niby nie lada sztuki. Swego czasu wiele się czytało o tej właśnie książce na waszych blogach, dlatego też jak zobaczyłam ją na półce bibliotecznej postanowiłam spróbować.

Książka spodobała mi się przede wszystkim z powodu podobnej aury pogodowej: śnieg, mróz i zima to dokładnie nasz pejzaż za oknem. Miło i jakże łatwo było wczuć się w klimat. Jednak aż nazbyt wiele elementów nie przypadło mi do gustu. Po pierwsze, od literatury skandynawskiej wymagam by wprowadziła mnie w nastrój doła, pesymizmu i ponurego nastroju spowodowanego głęboką refleksją nad niedolą ludzkiego losu, o! No może wymagam to zbyt ostre słowo jednak spokojnie mogę powiedzieć, że tego się od takiej literatury spodziewam. Tymczasem czytając „Sztukę bycia Elą” odniosłam wrażenie, że pisał ją jakiś amerykański ghostwriter, na pewno nie człowiek o skandynawskiej duszy. Happy end to zwieńczenie bardzo uproszczonej fabuły i płycizny psychologicznej. Czy w życiu możliwe by tak pogmatwana Ela tak łatwo ułożyła sobie życie? Nigdy.

Z drugiej strony może być to zamierzona innowacyjność autorki, która pewnego popołudnia siedząc przy kubku gorącej czekolady stwierdziła „mamy tyle dołujących książek, napiszmy coś optymistycznego”. I tak też uczyniła. I tak zaczyna się źle, a kończy aż za dobrze. Co podoba mi się jednak u Nilsson to ta akceptacja lekko niestandardowego zachowania, to, że starała się pokazać, że normy społeczne niekoniecznie są jedynym wyznacznikiem. Dlatego w pełni akceptujemy Elę i jej niechęć do dorastania, poważnej pracy i studiowania. Ma do tego prawo.

Książkę „Sztuka bycia Elą” czyta się bardzo dobrze, to taka lektura na jeden wieczór, niestety również do zapomnienia przez noc. Wartka akcja i zabawne dialogi pozwalają oderwać się od rzeczywistości i powrócić do świata młodzieńczych marzeń, w których w pewnym momencie na koniu pojawi się rycerz i rozwieje nasze wszystkie problemy.

No dobrze, ale o co chodzi? Ela to 26-letnia pannica, która od rozwodu rodziców postanawia buntować się przeciwko dorastaniu, i to właśnie rodziców obarcza odpowiedzialnością za całe zło tego świata. Sama nie potrafi radzić sobie ze swoją psychiką, buntuje się na różne sposoby.

Dlatego bliżej jej do nastolatki niż dorosłej panny. Sytuacja zmienia się w momencie w którym w jej życiu pojawia się Klara, córka narkomanki ukrywająca się w piwnicy jej domu. I nagle Ela staje się odpowiedzialna za drugiego człowieka, to przełom w jej zachowaniu. Walczy o to by nie oddać Klary do domu dziecka, przygarnia dziewczynkę i zaczyna ją kochać. „Skorupa” Eli staje się coraz bardziej miękka, dzięki czemu pojawia się i rycerz, Jimmy – lek na całe zło.

Właśnie to pojawienie się Jimmiego wzbudziło mój największy bunt, bo to właśnie dzięki niemu Ela przestaje obarczać rodziców winą, ma nowy punkt zaczepienia. Już widzę jak Jimmy staje się kolejnym „kozłem ofiarnym”. Jestem gorącą zwolenniczką poukładania sobie życie z samą sobą przed rzucaniem się w związki i zaangażowanie.

Wraz ze „Sztuką bycia Elą” wróciłam do czasów szkolnych kiedy to jak kochałam to na zabój a jak cierpiałam to zanurzałam się w otchłani rozpaczy. Styl książki wspaniale oddaje właśnie taką nadwrażliwość bohaterki. Dlatego zupełnie szczerze poleciłabym książkę wszystkim nastolatkom, do przeczytania zaraz po książkach Krystyna Siesickiej. „Sztuka bycia Elą” daje nadzieję, że w życiu może się wszystko dobrze ułożyć i myślę, że jest to jej pewien plus.

Jako oczekująca dziecka z przyjemnością czytałam jak życie potrafi zmienić się po urodzeniu dziecka i jak nadaje ono życiu sens, i chyba to najcenniejsze jak dla mnie elementy tej lektury. Czy sięgnę jeszcze po Johannę Nilsson? Chyba nie.

Reklamy
3 komentarze leave one →
  1. 18 lutego 2010 18:49

    Zapraszam po odbiór nominacji KREATIV BLOGGER! 🙂

  2. 18 lutego 2010 18:50

    Zapraszam po odbiór nominacji KREATIVE BLOGGER! 🙂

  3. 20 lutego 2010 17:57

    Bardzo podobne miałam odczucia po przeczytaniu tej książki. Sam proces lektury jest przyjemny i lekki, ale po skończeniu aż chciałoby się zapytać: „No i?” Tak samo jak Ty przypomniałam sobie wczesne nastoletnie lata i myślę, że wtedy taka książka by mnie zachwyciła. Dziś – mogę przeczytać i koniec na tym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: